Blog

Machete, my darling

Praca z maczetą wyzwala. Początkowo rąbanie jest chaotyczne i wycieńczające. Posuwam się przez gąszcz w ślimaczym tempie bo mam przed sobą ścianę roślinności. Komary tylko czekają aż moje nagrzane i emitujące ciepło ciało zwolni i w końcu stanie w miejscu. Wtedy atakują ze zdwojoną sila. Toczę walkę z ciężkimi gałęziami paproci, uzbrojonymi w zdradzieckie kolce lianami, pnączami owijającymi się wokół kostek. Każdy upadek wiąże się z ryzykiem. Każde potknięcie to strata energii i możliwość kontuzji, a na to nie ma tutaj ani czasu ani, jak to się teraz modnie mówi w Warszawie, przestrzeni. Moje ruchy, stopniowo, stają się bardziej precyzyjne i przemyślane. Uderzam miarowo, wkładając w każdy ruch ręki tylko tyle siły, ile jest absolutnie konieczne. Nie mniej i nie więcej. Oszczędzam energię. To jedna z głównych zasad w dżungli.

Czasem ktoś idzie z przodu. Wtedy to on bierze na siebie pierwsze spotkanie z dziewiczym lasem: rąbie mocno, z rozmachem dodając sobie sił nierównymi wokalizacjami (jak w porodzie, myślę). Tak powstaje tunel w gęstej i lepkiej zieloności. Ten kto idzie drugi, wycina rośliny na wysokości kolan i usuwa to, co ominął pierwszy. Trzeciemu zostaje praca z maczetą tuż przy ziemi, tak by wyciąć najniżej rosnące pnącza, kwiaty, krzaki. To trochę jak nasz polski sierp – myślę. Wygodniej byłoby z kosą, plecy można by wyprostować, chociaż na chwilę. Tylko jak przejść z kosą przez dżunglę? Niemożliwe, a maczeta jest poręczna, trzonek dobrze leży w dłoni, pewnie. 

Posuwam się wolno naprzód. Mamy wytyczyć 600 metrów nowej ścieżki. Pomyśleć, że w mieście taka odległość to nic, a tutaj to jakby bez końca. Pot leje się, nie tylko z czoła. Komary nas nie oszczędzają. Czasem brakuje oddechu ale każdy boi się zrobić przerwę, bo potem bardzo trudno jest wrócić do pracy. Co tu dużo mówić – ciężko jest.

W takich momentach, jeśli nie chcę się poddać to wiem, że  mogę zrobić tylko jedno – wpaść w trans. Odłączyć panikujący umysł, nie wybiegać wzrokiem do przodu pytając „ile jeszcze? Ile jeszcze?”. Zwyczajnie, oddać dowodzenie ciału i rąbać miarowo. W pewnym momencie przyjdzie to cudowne, dobrze mi znane uczucie – rozkoszna błogość rozleje się po ciele („wyrzut endorfin w trakcie wysiłku fizycznego” pomyślałby umysł, gdybym go nie wyłączyła), po chwili dołączy do niej dzika, zwierzęca radość z tego, że naprawdę tu jestem, że to się dzieje (oksytocyna dołącza do endorfin sprawiając, że czuję się jak zakochana szesnastolatka, czyli cudownie). Natrętne myśli, wyolbrzymiane tygodniami (latami?) problemy, wciąż te same rozterki, długo hamowana złość, tłumiony żal – wszystko to ulega nagle rozpuszczeniu, a ja czuję jedynie lekkość i wolność.

Doświadczyłam tego w swoich porodach i kilka razy mierząc się ze sobą w górach. Teraz przeżywam to w Amazonii. Czad. Podnoszę rękę, by zrobić dobry zamach i uśmiecham się do swoich myśli: „Praca z maczetą jest jak dobry seks – wyzwala”.

Czytaj więcej

37 letnia matka trójki wyrusza na wyprawę życia

Każdy z nas ma marzenia, nie każdy ma czas i odwagę na ich realizację. Zapraszam Was do wysłuchania rozmowy z Polą, nie tylko o spełnianiu marzeń, ale o poświęcaniu się, o macierzyństwie, o emocjach, o sile, którą każdy z nas w sobie ma, tylko trzeba ją odkryć.

Czytaj więcej

Konieczne jest, by wyjść z roli Mamusi. Trzeba być sobą i być szczęśliwym człowiekiem.

Lata mijają, a my pielęgnujemy te nasze dzieci jakby one wcale nie dojrzewały, nie usamodzielniały się. Tak łatwo jest popaść w nawyk dogadzania im, że tym bardziej boli, gdy to przestaje się im podobać, gdy odtrącają naszą dłoń (a tylko chciałyśmy poprawić im grzywkę).

Czytaj więcej

Kim jest doula – słowami dziecka

Dzieci różnie podchodzą do zawodów swoich rodziców. Czasami patrzą z podziwem, czasami komentują „przecież to nie praca”, czasem dziwią się „jak można to robić dzień w dzień przez tyle lat”.

Czytaj więcej

La Cerrada czyli meksykański rytuał zamknięcia

Kiedyś nie lubiłam pracować z chustą. Nie mogłam zrozumieć jak masaż za pomocą materiału może zastąpić dotyk skóry na skórze. Oczywiście, zawsze podobały mi się kolory i wzory  meksykańskich chust zwanych rebozo. Wnoszą światło, wnoszą  radość i nadzieję ale, przede wszystkim, wnoszą życie. W przestrzeń i w duszę.

Czytaj więcej

Ciąża niezgodna z planem i poród w latach 70-tych

Odkąd pamiętam w dniu swoich urodzin kupuję Mamie kwiaty. Ścigamy się co roku, która zadzwoni pierwsza. W tym roku wygrała Mama.

Czytaj więcej

Ciąża czas dla Kobiety – podcast z cyklu „Zmniejszamy lęk przed porodem”

Czy ciąża trwa wystarczająco długo żeby przygotowac się do porodu? Słuchając Kasi, która przygotowywała się do narodzin drugiego dziecka, możemy przekonać się jak wiele można zrobić w tym czasie. Dla siebie, dla swojej psychiki, dla swojego ciała.

Czytaj więcej

Narodziny Ojca – podcast z cyklu „Zmniejszamy lęk przed porodem”

Przygotowanie mężczyzn do porodu czy rodzicielstwa to temat wbrew pozorom bardzo szeroki. Czasami włączają się Oni na początku ciąży, wspólnie z partnerką przygotowują się do narodzin, czytają, chodzą na warsztaty. Czasami skupiają się głownie na organizacji otoczenia, logistyce okołoporodowej, niezbędnym sprzęcie typu wózek, fotelik samochodowy. Zajęcia w szkole rodzenia traktują z przymróżeniem oka, bo wierzą, że w trakcie porodu będzie personel medyczny i Kobieta grająca główną rolę. Każdy z przyszłych Ojców musi znaleźć najlepszą dla siebie drogę do Narodzin, poród jest bardzo ważnym wydarzeniem, jest wstępem do nowej, życiowej Roli.

Zapraszamy Was dzisiaj do wysłuchania rozmowy z Pawłem, tatą Mai, która chciała zaskoczyć swoimi narodzinami Rodziców, postawiła Im bardzo wysoko poprzeczkę ale Oni pięknie sprostali temu zadniu.

 

Czytaj więcej

Spider Monkey

Spider monkey po angielsku, po polsku czepiak czarny, po peruwiańsku maquisapa. Największa małpa żyjąca w peruwiańskiej części Amazonii i, jak łatwo się domyślić, krytycznie zagrożona wyginięciem

Czytaj więcej

Dziś znów przewietrzyłam pokój dzieci smogiem

 

W związku z jakością powietrza w naszym mieście (i całym kraju), jak mantra, powraca do mnie fragment Biegnącej z wilkami, w którym Estes tak pisze o kobietach udomowionych, które utraciły instynkt samozachowawczy:

Czytaj więcej